piątek, 13 lutego 2015

Rozdział XVI "Pająków się boisz?"

*Liv*
-O Boże!-szepnęłam. Toma nie było! Co ja mam zrobić? Zadzwonię do Anny. Nie odbiera! Już nie wiem co robić! Nagle zadzwonił mój telefo.
-To musi być.... moja mama!-odebrałam i po oskarżeniu mnie o włóczenie się po nocach i krótkim z mojej strony słowie "przepraszam", udałam się do domu. Postanowiłam nic nie mówić nikomu, oprócz Annie. Weszłam do domu.
-Gdzieś ty była.- przywitał mnie od progu znajomy głos mojego taty.
-Byłam w kinie i odprowadziłam Annę pod dom. Przepraszam.- wytłumaczyłam się, zatajając dalszy ciąg historii.
-Ubrudziłaś się tu.-powiedziała mama wskazując palcem na moją koszulkę.
-Salsą z kina.-powiedziałam znowu mijając się z prawdą.- Pójdę do siebie. Co na kolację?
-Tosty.-odpowiedziała mama i udała się do kuchni. Udałam się do mojego małego pokoju. Trzeba coś zrobić z tą plamą ziemi. Chwila, chwila... To nie jest plama z...
-Aaaaa!-krzyknęłam i w drzwiach pojawił się mój tata.
-Co się stało?
-Pająk...-wymyśliłam. Dlaczego ja ich muszę kłamać?
-Ojejciu, Liv! Pająków się boisz?-powiedział tata i wyszedł. Usiadłam na łóżku. Postanowiłam przebrać się w pidżamę i umyć się jutro z rana, przed szkołą. A może Tomowi nic nie jest. Może wstał i po prostu wrócił do domu. Jutro w szkole się zobaczy. Zjadłam kolację na dole w salonie, oglądając ,,CSA Kryminalne Zagadki Miami". Akurat była pokazana identyczna historia jak moja i Toma. Tylko i chłopak i dziewczyna nie żyli...
*Następnego dnia*
*Anna*
Wstałam bardzo wcześnie, bo o szóstej rano. Lekcję zaczynałam dopiero za dwie godziny, a szkołę miałam praktycznie obok domu. Wlecząc się zeszłam ze schodów, licząc, że moja mama jeszcze nie wyszła do pracy. Zastałam ją ubierającą kurtkę.
-Do widzenia. Kocham cię-powiedziała na pożegnanie.
-Ja ciebie też.- zdążyłam odpowiedzieć nim mama opuściła dom. Zostałam sama. Na stole stało śniadanie przygotowane już wcześniej przez moją rodzicielkę. Posiliłam się nim. Było przepyszne. Zawsze powtarzałam mamie, żeby spełniła marzenia i została kucharką, chociażby w naszym Hotelu13, a nie siedziała całe noce przy papierach. Niestety ona nie lubi ryzykować i zawsze zbywała mnie słowami "może kiedyś". Wbiegłam na górę i  zaczęłam przebierać rzeczy w szafie. W końcu nałożyłam na siebie dżinsowe ogrodniczki w białe kropki oraz t-shirt tego samego koloru. Włosy starannie rozczesałam i z jednej strony podpięłam grzywkę. Po umyciu twarzy i zębów, poszłam do pokoju, aby spakować książki i następnie do kuchni po śniadaniówkę. Obejrzałam się i właśnie teraz rozbudzony Alik chciał się ze mną bawić, jedną z jego zabawek.
-Nie teraz piesku. Wypuścić cię na ogród?-spytałam. Nie czekając na jego odpowiedź otworzyłam drzwi na taras. Zwierzak wybiegł w kierunku stada wróbli. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła siódma.
-Pójdę po Liv.- stwierdziłam. Zawołałam psa do domu, napełniłam mu miskę i na koniec pogłaskałam po głowie mówiąc "Nie długo wrócę". Zamknęłam dom na klucz i udałam się w kierunku mieszkania Liv.
-Dzień dobry.-powiedziałam, gdy jej niepracująca, tylko zajmująca się domem mama otworzyła mi drzwi.
-Cześć Anno, wejdź proszę. Liv jest jeszcze u siebie. - wskazała gestem, żebym weszła i udała się do pokoju mojej przyjaciółki. Zanim otworzyłam drzwi delikatnie zapukałam i usłyszałam zaspane "proszę".
-Co ty jeszcze w łóżku?-krzyknęłam i rzuciłam w Liv poduszką, która leżała przy komodzie z ubraniami.
-O! To ty!-krzyknęła i zerwała się z łóżka skutkiem czego było zetknięcie się z poduszką i ponowne spotkanie z meblem.- Muszę powiedzieć ci coś ważnego.
-Słucham.- powiedziałam. Liv stała już przy komodzie i wybierała ubrania.
-Wczoraj z Tomem mieliśmy taki nieprzyjemny wypadek.-zaczęła niepewnie zerkając mi w oczy i nie przerywając poszukiwań odpowiedniego stroju.
-Co takiego?-spytałam z lekkim niepokojem w głosie. Opowiedziała mi całą historię. Zamarłam. Nie wiedziałam co zrobić. Liv wyszła do łazienki, aby się przebrać, a ja siedziałam cały czas na łóżku.
-Ciekawe czy będzie dzisiaj w szkole.-powiedziała Liv wchodząc ubrana do pokoju.
Toma nie było w szkole cały dzień i jak się okazało potem, nie wrócił na noc do domu.Jego mama już zgłosiła zaginięcie na policję. Coraz bardziej się o niego martwiłam. Liv non stop powtarzała mi dla otuchy "nie bój się, to chłopak, nic mu nie będzie", ale ja nadal twierdziłam, że przestanę się niepokoić jak on wróci.  Razem z Liv spałyśmy dzisiaj u mnie. Nawet nic nie zrobiłyśmy fajnego lub śmiesznego. Po prostu chciałyśmy być blisko siebie w tej ciężkiej dla nas chwili. Chwili braku Toma...










***********************
Proszę !
Mam nadzieję, że się podoba.
Przepraszam, że go tak długo nie było. No cóż... Postaram się pisać częściej.
Rozdział dedykuję Labo. To Ty mnie zmotywowałaś do napisania tego rozdziału.
Do nexta
Marianna :*

5 komentarzy:

  1. Super! ♥♥
    Trochę się niepokoje o Toma D:
    Ale i tak świetny ^,^

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja technika pisania znacznie się poprawiła od kiedy tu ostatnio zaglądałam, pamiętasz jeszcze te twoje krótkie rozdzialiki? Powiem tak, nie jest idealnie, ale widać, że idziesz do przodu.
    Jeśli chcesz popisać o pisaniu, opowiadaniach, to napisz do mnie:
    werkaguzenda@gmail.com
    Jeśli się wstydzisz możesz w odpowiedzi podać swój email, napisze
    Pozdrawiam
    wytrwała na zawsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widzę na razie potrzeby :)
      Marianna Camello <3

      Usuń